10 lipca 2026 roku nakładem Sonar Records ukaże się drugi album Piotra Chęckiego – EY AY (Deluxe Slay Jazz). Tego samego dnia Piotr zagra koncert premierowy w warszawskiej Hydrozagadce.
Zanim jednak opowiem o samym wydawnictwie, chciałbym napisać kilka słów o tym, dlaczego ta płyta jest dla mnie tak ważna.
Nasze ścieżki z Piotrem przecięły się wiele lat temu, niedługo po premierze debiutanckiego albumu Nene Heroine i dłuuuugo przed założeniem Sonar Records. Piotr mieszkał wtedy jeszcze w Gdańsku i choć nikt z nas nie przypuszczał, że po latach będziemy wspólnie pracować przy jego solowych wydawnictwach, już wtedy imponowała mi jego muzyczna odwaga i konsekwencja w podążaniu własną drogą.
Przez kolejne lata z zainteresowaniem obserwowałem rozwój jego działalności artystycznej - zarówno w ramach Nene Heroine, później Hinode Tapes, jak i licznych projektów sesyjnych. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość wydania jego debiutanckiego albumu PE nakładem Sonar Records, była to dla mnie naturalna decyzja.
Dziś, przy okazji premiery EY AY (Deluxe Slay Jazz), mam poczucie, że ta historia zatoczyła piękne koło. To nie tylko drugi album Piotra wydany przez Sonar Records, ale także efekt wieloletniej muzycznej drogi, której część miałem okazję obserwować z bliska.
Im dłużej słucham EY AY, tym bardziej mam poczucie, że jest to album jeszcze bardziej osobisty niż PE. Paradoksalnie dzieje się tak mimo faktu, że tym razem Piotr nie jest sam. To muzyka oparta na dialogu i relacji pomiędzy trzema muzykami, ale jednocześnie bardzo wyraźnie słychać w niej jego charakter, emocje i sposób patrzenia na świat.
Do współpracy Piotr zaprosił Marcela Balińskiego oraz Tymka Papiora – dwóch muzyków, których twórczość od dawna śledzę z ogromnym zainteresowaniem. Po zaledwie dwóch tygodniach intensywnej pracy spotkali się w studiu, gdzie podczas jednej, około sześciogodzinnej sesji zarejestrowali cały materiał.
Marcel Baliński wnosi do tej muzyki niezwykłą harmonię, przestrzeń i delikatność. Tymek Papior odpowiada za ruch, napięcie i momenty niemal dzikiej energii. Piotr spaja to wszystko swoją charyzmą, charakterystycznym brzmieniem i ogromną wrażliwością. To właśnie dzięki tej równowadze EY AY nieustannie balansuje pomiędzy przeciwieństwami.
Są tu momenty intensywne, pełne ekspresji i niepokoju, ale chwilę później muzyka potrafi zwolnić, zanurzyć się w ambientowej przestrzeni i pozostawić słuchacza sam na sam z pojedynczym dźwiękiem. Album nieustannie porusza się pomiędzy energią a kontemplacją, pomiędzy improwizacją a skupieniem, pomiędzy tym, co intuicyjne, a tym, co świadomie budowane.
Trudno jednoznacznie określić tę muzykę gatunkowo. Można powiedzieć, że jest tu elektronika. Można powiedzieć, że jest tu jazz. Można usłyszeć wpływy ambientu, muzyki improwizowanej. Żadne z tych określeń nie opisuje jednak EY AY w pełni. To album zbudowany na przenikaniu się tych światów, a nie na przynależności do któregokolwiek z nich.
I być może właśnie dlatego słucha się go tak dobrze. Nie próbuje spełniać oczekiwań związanych z konkretnym gatunkiem. Po prostu opowiada własną historię.
I dokładnie taki się okazał.
Bez dogrywek. Bez poprawek. Bez poprawiania emocji po fakcie.
To właśnie dlatego EY AY brzmi tak naturalnie. Słychać na nim nie tylko kompozycje, ale również proces ich powstawania i energię trzech osób znajdujących wspólny język w czasie rzeczywistym.
Za miks i mastering odpowiada Jeremiasz Hendzel. Jego praca pozwoliła zachować wszystko to, co w tych nagraniach najważniejsze - przestrzeń, dynamikę i organiczny charakter.
Kilka tygodni temu dostałem do odsłuchu test press. To zawsze jest moment stresujący, bo dopiero wtedy można naprawdę usłyszeć, jak materiał zabrzmi na winylu. Już po pierwszych minutach wiedziałem jednak, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Płyta brzmi szeroko, głęboko i niezwykle naturalnie. To jeden z tych albumów, które od pierwszego obrotu talerza brzmią dokładnie tak, jak powinny.
Równie dużo uwagi poświęciliśmy samemu wydaniu. EY AY ukaże się w limitowanym nakładzie 250 egzemplarzy LP oraz 250 egzemplarzy CD. Wersja winylowa została wytłoczona na transparentnym winylu, a do jej produkcji wykorzystaliśmy metalizowany papier oraz przepiękny kraftowy papier barwiony w masie, który wykorzystaliśmy do przygotowania okładki CD oraz koperty wewnętrznej płyty winylowej. Do tego własnoręcznie będziemy naklejać naklejki na okładkę płyty winylowej, które będą dopełnieniem całości.
Za oprawę graficzną odpowiada Weronika Lipniewska. Od początku zależało nam na tym, aby warstwa wizualna nie była jedynie dodatkiem do muzyki, ale jej naturalnym przedłużeniem. Chcieliśmy, żeby okładka oddawała zarówno energię, jak i wrażliwość obecną na albumie. Weronika doskonale odczytała ten kierunek i stworzyła projekt, który moim zdaniem trafia w sedno charakteru EY AY.
Tak właśnie wyobrażam sobie działalność Sonar Records. Nie interesuje mnie wydawanie muzyki w pośpiechu. Wolę pracować nad mniejszą liczbą projektów, ale poświęcać im tyle uwagi, ile naprawdę potrzebują.
EY AY jest dokładnie takim wydawnictwem.
Jeżeli będziecie w Warszawie 10 lipca, koniecznie zajrzyjcie do Hydrozagadki. To właśnie tam ten album po raz pierwszy wybrzmi na żywo.
Zapraszam!